24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 
Wspomnienie poświęcone Monice Cyman z Mojusza
„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”


Społeczność Mojusza pożegnała 31 marca 2008 roku najstarszą mieszkankę sołectwa, równolatkę papieża Jana Pawła II – Monikę Cyman. Odeszła nagle i niespodziewanie. Przyglądając się jej sile i przytomności umysłu, nie wierzyliśmy, że może się to stać tak szybko.

Pani Monika urodziła się 11 lutego 1920 roku w rodzinie Klawikowskich z Tuchlinka. Była trzecim z kolei dzieckiem Leona i Marty. Wychowywała się razem ze starszym bratem Leonem i siostrą Jadwigą oraz młodszą Bronisławą. Były jeszcze siostry: Helena i Wanda, które zmarły w młodości. Rodzina utrzymywała się z gospodarstwa rolnego. Dziedziczył je potem po rodzicach brat Mieczysław.

Czasy były trudne. Pani Monika, będąc dzieckiem, wychowywała się u wuja Olszewskiego na Kamiennej Górze koło Nowej Huty. Tu, pasąc bydło, wyplotła swój pierwszy koszyk z sitowia porastającego brzegi jeziora. Jak sama wspominała, przyglądała się w dzieciństwie, jak robił to ojciec i zawsze pragnęła nauczyć się tej pracy. Pierwszy wytwór jej nie zachwycił, ale postanowiła się nie poddawać. Tu też, w parafii w Strzepczu, przyjęła I Komunię.

Będąc młodą dziewczyną pomagała prowadzić gospodarstwo zamożniejszej rodzinie w Sierakowicach. Potem podjęła pracę u właściciela młyna w Chmielonku, gdzie poznała przyszłego męża Leona, który również był tam zatrudniony. Na początkowe jego zaloty odpowiadała: „Nie chcã miec tobacznika za chłopa”. Mimo to los ich połączył.

Początkowo młode małżeństwo zamieszkało u rodziców w Tuchlinku, gdzie przyszła na świat córka Teresa. W czasie wojny mieszkali w Mrozach u rodziny Ulenbergów. Tu urodził się syn Brunon. Po wojnie przeprowadzili się do Bukowiny i w tym miejscu pojawił się w rodzinie Bernard. W Bukowinie mieszkali do 1950 roku. Potem osiedlili się w rodzinnej miejscowości męża. W Mojuszu urodził się syn Czesław. Ta miejscowość była ostatnią, z którymi pani Monika była związana w swoim życiu. Tu mieszkała już do końca swoich dni.

W latach 50-tych, gdy w Mojuszu była siedziba Gromadzkiej Rady Narodowej, pani Monika pełniła funkcję radnej. Poza tym niezmiennie zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Mąż pracował w Gdańsku. Biorąc pod uwagę odległość domu od miejsca pracy, nietrudno zgadnąć, że ojciec nie był w stanie poświęcić rodzinie zbyt wiele czasu. Zatem pani Monika raczej była zdana na własne siły.

W 1954 roku postanowili wybudować własny dom, a stary dom rodzinny został zburzony.

Panią Monikę zawsze interesowało życie wsi. Szczególnie zapamiętaliśmy ją jako moderatora modlitw różańcowych. Wszystkie przez wiele lat odbywały się pod jej przewodnictwem. Jak sama mówiła, już jako młoda dziewczyna postanowiła szukać oparcia życiowego w modlitwie różańcowej. Dbała o to, żeby znaleźć następców w młodym pokoleniu i zachęcić do majowych, a także październikowych wspólnych nabożeństw.

W miarę upływającego czasu zaczęliśmy panią Monikę nazywać „babcią Moniką”. Jasnym było, że bez niej nic się nie odbędzie. Włączała się aktywnie do każdej inicjatywy. Nazywaliśmy ją żartobliwie naszym „inspektorem nadzoru”. Była rzeczywiście wszędzie. I przy budowie drogi, i przy budowie kościoła, elektryfikowaniu, zakładaniu wodociągów, telefonizacji, budowie szkoły… Ponieważ była słusznej postury i siłę miała niesamowitą, włączała się chętnie nawet do męskich prac.

O tym, jak ważną rolę pełniła w środowisku świadczyć może wypowiedź jednej z mieszkanek wsi, która stwierdziła, że po śmierci pani Moniki „nie będzie nas teraz komu pilnować, z kim porozmawiać, zasięgnąć porady”.

Rzeczywiście „babcia Monika” niezmiennie „tkwiła” na stanowisku. Zwykle rano widzieliśmy ją drepczącą na poranną mszę, potem zasiadającą na klocku pod śliwą i wyplatającą kosze. Sąsiadka mówi, że nieprędko zapełni się wyrwa po jej odejściu. Wychodząc z domu wierzy, że jak co dnia się przywita, zapyta o prognozę pogody na nadchodzący dzień, bo pani Monika umiała ją trafnie przepowiedzieć na podstawie sobie tylko znanych sposobów.

Z doświadczenia i wiedzy „babci Moniki” korzystali też niejednokrotnie uczniowie szkoły w Mojuszu. Słuchaliśmy wspólnie jej opowieści, które snuła na własnym podwórku ucząc nas wyplatania koszy. Gościliśmy ją też chętnie w szkole, do której zaglądała niemal codziennie. Z jej darów pochodzi też znaczna część eksponatów w szkolnej izbie regionalnej.

Mieliśmy sporo planów związanych z panią Moniką, niestety nie zdążyliśmy, bo nic nie wskazywało, że silna jeszcze, choć już sędziwa, opuści nas tak nagle.

Odeszła mieszkanka, która była ważną cząstką naszej społeczności. Chcieliśmy przeprowadzić z nią wywiad – nie wyszło. Chcieliśmy…

Kolejny raz przekonaliśmy się o prawdziwości słów księdza Twardowskiego, że trzeba się „śpieszyć kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą”.
Danuta Pioch

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt