24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 
Tylko...! Musisz….! Koniecznie….!
Mnie to nie zachwyca!


Pociąg rzucał niemiłosiernie. Staliśmy z przyjacielem w korytarzu, bo miejsc siedzących dla nas zabrakło. I tak byliśmy szczęśliwi, że łaskawie pozwolono nam odbyć tę podróż w postawie pionowej. A że na korytarzu przeciągi urywały nam uszy a toaletowy smrodek nosy? I cóż z tego ? Mieliśmy wtedy trochę ponad dwadzieścia lat, więc mogliśmy znieść dużo. Tym bardziej, że pierwszy raz jechaliśmy w zachodnim kierunku „matki” Europy. Aby zobaczyć, jak „tam” jest, mógłbym wówczas podróżować nawet na dachu wagonu. „Tam” zaś czekali na nas znajomi: nie rodacy, którzy wyemigrowali z takiego, czy innego powodu, ale tubylcy (dla nas to byli raczej t a m – bylcy). Dojechaliśmy. Zaspanych podróżników powitały okrzyki radości, cmokania, ściskania, kłanianie się, zapraszanie do stołu itp.

Kiedy ta euforia minęła a ja sam dobrze się wyspałem, zacząłem chłonąć tę nową rzeczywistość wszystkimi zmysłami i porami ciała: ludzi, wystawy sklepowe, samochody, brak śmieci na ulicach… Co się tylko dało. W zestawieniu z „szarówą”, zafundowaną Polakom przez piewców „najlepszego” z ustrojów, czułem się jak Alicja w krainie czarów. No cóż… Po dwudziestu latach, mógłbym powiedzieć, parafrazując Chandlera: naiwność to moja specjalność. W każdym bądź razie - tak ze mną było wówczas. Jak wielu pewnie z nas, wydawało mi się, że ta kolorowa sztampa, to przedsionek nieba, cud miód, hip – hip hurra i w ogóle żyć nie umierać. Szybko, dzięki Bogu, zacząłem być ściągany „na ziemię”. A konkretnie zaczął mnie ściągać syn owych znajomych, Andreas. Oto bowiem któregoś dnia naszych odwiedzin, pozostałem sam w domu (nie mam pojęcia dlaczego). „Ichnia” telewizja była jednym z elementów odkrywanego przeze mnie „raju”, więc „dziobałem” paluchem po pilocie, aż ten ostatni nieźle się zagrzał. Celem owego „dziobania” było poszukiwanie (w tym momencie robię się czerwony ze wstydu i na chwilę chowam się za rogiem – też ze wstydu)… reklam! Tym zajęciem byłem tak zaaferowany, że nie zauważyłem powrotu ze szkoły ucznia Andreasa. Dopiero po chwili rzuciłem na niego okiem, nieprzytomnie wymamrotałem „wie geht’s?” i wróciłem do swojego zajęcia. Po chwili jednak zaintrygowało mnie milczenie chłopaka. Zerknąłem w jego stronę. On zaś zerkał to na telewizor (z obrzydzeniem), to na mnie (z zatroskaniem, jak na chorego, który potrzebuje reanimacji). „Co ty oglądasz?” – zapytał zduszonym głosem. Nie czekając na odpowiedź, zapoznał mnie ze swoim poglądem na temat reklam, przy czym sformułowania: złodzieje i oszuści, należały do najdelikatniejszych. Dopadło mnie zdziwienie tak potężne, że wbiło mnie głęboko w fotel. Na powierzchni została tylko głowa. Piętnastoletni chłopak przecież powinien być zachwycony reklamami!!! A tu nic. Wręcz przeciwnie: wściekłość i obrzydzenie! Co miałem mu powiedzieć? Że dla mnie, człowieka zza „żelaznej kurtyny”, taka kolorowa reklama to objawienie? Że u nas nie reklamują nawet papieru toaletowego, bo szary a do tego chropowaty, więc posługiwanie się nim do przyjemności nie należy ?!. A co najważniejsze – występuje w ilościach znikomych. Jednakowoż zrozumiałem, że oto spotkali się przedstawiciele dwóch różnych galaktyk, szczebioczących innymi sygnałami: jeden wyrastał w komercyjnym kłamstwie, drugi także, tyle że mniej barwnym i pozbawionym reklam. Ów drugi ( czyli ja) pełen był wiary w to, co mu pokazują, a tym samym napompowany naiwnością do tego stopnia, że wylewała mu się uszami (oraz portfelem, z czego zadowoleni byli twórcy reklam). Szczęściem, to wylewanie następowało szybko i obecnie z owej naiwności pozostała mokra plama.

Jeżeli dzisiaj, siedząc już we własnym fotelu i gapiąc się we własny telewizor, manipuluję przy pilocie, to po to, aby jak najszybciej umknąć reklamom. Doprowadzają mnie do stanu wrzenia! (Andreas! Kłaniam Ci się!). Jakże bowiem można pozostać spokojnym, gdy po kilkunastu minutach interesującego cię programu, pojawia się, ni stąd, ni zowąd jakaś paniusia, która przekonuje, że nie straszna jej żadna plama, bo teraz ma jakiś tam inteligentny (!) proszek? „Jak taki inteligentny, to niech twoim dzieciom odrobi zadanie domowe!” – ciskam kpiną w kierunku właścicielki proszku. Ona jednak nie zrażona, perswaduje nadal, że „inteligent” kosztuje tylko tyle i tyle, że musisz go mieć, koniecznie więc galopuj natychmiast do sklepu! Po proszku przychodzi kolej na samochód, który kosztuje już tylko (!) n.p. 48 tys. zł. (he,he – pewnie, co to dla nas – co drugi Polak ma na koncie dwa razy tyle. Kpina!). Oczywiście musisz go mieć, bo tylko w nim poczujesz się mężczyzną, koniecznie więc… Samochód odjeżdża, a na jego miejsce wjeżdża mądrala od telefonów komórkowych, z tą samą śpiewką, co poprzednicy, a reklama kończy się znarkotyzowanym głosikiem „heyah” (zawsze, gdy nie uda mi się w porę uciec przed tą miernotą, odnoszę wrażenie, że właścicielka owego głosu oddaje ostatnie tchnienie). Ale to jeszcze pół biedy – ostatecznie lawiruję między stacjami tv i minimalizuję możliwość spotkania z tymi bzdetami. Gorsza sprawa, że bzdety te atakują ze wszystkich stron: co parę dni listonosz wręcza mi ulotki reklamowe (nawet nie nadają się na podpałkę – kiepsko się palą), setki tablic reklamowych zasłaniają fasady domów i urokliwe pejzaże (przez to są trochę mniej urokliwe) a od czasu do czasu przedstawiciele różnych firm telefonują do mnie z propozycją nabycia ich produktu…

Uff ! Reklamy spowodowały, że oglądanie filmu kończę w połowie, a od wszelakich promocji zmykam czym prędzej. I coraz częściej marzę o puszczy amazońskiej – tam przynajmniej nikt nie przekonywałby mnie, że koniecznie muszę mieć tę oto kiść bananów. Niestety – nie ma mnie tam, ale wiem z całą pewnością, że jedną z rzeczy, których koniecznie muszę unikać tu i teraz, to fanfaronada reklamowej miernoty.


Augustyn

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt