24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 
Berta prawdę ci powie
Mnie to nie zachwyca!

Piiiiii, piiiiii, piiiii …. – to piiiikanie dawało znać, że ktoś na dobranoc przysłał mi sms–a. „Tam do kata! Znowu zapomniałem wyłączyć komórkę!” – robiłem sobie wyrzuty, przekręcając się na bok, aby chwycić „za gardło” mieniony przedmiot.

Trzymam go przy łóżku, gdyż jakiś elektroniczny geniusz zamontował w nim budzik, co mi bardzo się przydaje, zważywszy, że muszę wcześnie wstawać. Tradycyjny budzik też posiadam, ale czego jeden z nich nie dokona rano, zrobi pewnie drugi. Czasami faktycznie komórki nie wyłączam, bo też i przecież miło, jak ktoś ci powie „dobranoc”, chociażby przy pomocy słów wystukanych na komórkowych klawiszach. Odszukałem więc komórkę i odczytałem wiadomość pewien, że chodzi o „pa, pa”, co oznacza życzenia dobrych snów. W pierwszym momencie nie wiedziałem zbytnio, o co chodzi: „Od śmierci Jana Pawła II minęło 200 dni. Jeżeli prześlesz tę wiadomość dalej, za cztery dni wydarzy się cud. Jeżeli nie – cztery lata będą pełne nieszczęść!”.
Najpierw mnie zatkało. Potem odetkało. Następnie przydusiła mnie rozpacz. W końcu nerwy zaczęły mną „telepać” po łóżku, jakby ktoś podłączył mnie pod 220 V. Od dawna zdaję sobie sprawę, że część gatunku homo sapiens zachowuje się jakby wcale nie była „sapiens”, ale żeby wykorzystywać czyjąkolwiek śmierć, a Tę w szczególności, do propagowania guseł, przesądów i innych „czary – mary”, co oczywiście wiąże się z puchnięciem kont delikwentów wymyślających podobne brednie, umocniło mnie w przekonaniu o przyspieszonym tempie moralnej degrengolady tych i owych. Nie dość, że w okresie świątecznym nasłuchałem się telewizyjno - radiowych banialuk typu: „To będą czaaaaaarodziejskie świętaaaaaa!!!”; „Tegoroczne święęęęętaaaa pełne magiiiiii!!!” (naturalnie, jeśli kupisz jakąś nikomu niepotrzebną rzecz. He, He), to jeszcze marketingowi szczekacze wciągają w swoją brudną grę imię zmarłego Papieża! Co się dzieje? Czyżby przyzwoitość rzeczywiście stała się już „towarem” deficytowym?!
Odnoszę wrażenie, że liberałowie, tolerancjoniści, „harry – potterowcy”, New Age – owcy i inni współcześni szarlatani, naścinali kosą swoich guseł tyle ludzkich mózgów i serc, że odbudowa tej ruiny zajmie czasu, że ho, ho… Gdzieś we mnie tli się jednak cały czas nadzieja, że rodaków, do których można odnieść zwrot „sapiens”, jest o niebo więcej, niż tych „nie – sapiens”. A komu Biblia jest Pismem rzeczywiście świętym, to niech wypisze sobie dużymi literami słowa z Księgi Powtórzonego Prawa, i wraca do nich w chwilach pokusy odwoływania się do wróżbitów: „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by […] uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni” /Pwt 17,10 – 12/.
Jakby na przekór tym słowom, plenią się dzisiaj wróżki, specjaliści od astrologii, ezoterycy i okultyści, a drzwi do pomieszczeń, w których działają, wcale nie pozostają głucho zamknięte. Trudno w tych pomieszczeniach znaleźć postać o twarzy pełnej kurzajek, z półmetrowym nosem, czarnym kotem na ramieniu i nieodłączną kryształową kulą na okrągłym stole. Przypomina mi się jeden z odcinków „Czterdziestolatka”, w którym „kobieta pracująca” dorabiała sobie wróżeniem z… Nie, nie. Karty i kula odpadają. Ona wróżyła przy pomocy… komputera. Całej sprawie nadawało to posmaku uczoności, naukowości, niezawodności i nieomylności. Któż śmiałby kwestionować niezawodność obliczeń dokonywanych przez komputer, nawet w tak tajemnicą owianej kwestii, jaką jest przyszłość ludzkiej jednostki? Współcześni „przepowiadacze przyszłości” otoczyli się więc murem elektronicznych cudów techniki, lansując siebie na oświeconych znawców ludzkiego losu. Karty tarota nie poszły w odstawkę, bo one przecież tworzą aurę tajemniczości, na którą łasy jest niejeden przeciętny zjadacz chleba. Zjadacz ów z chęcią zagląda do horoskopów. To on drży ze strachu, kiedy słyszy, że nastała era Wodnika, Panny czy innego Barana, a to marnie wróży światu. Skrzywdziłbym jednak szarego zjadacza, twierdząc, że tylko on jest na te wróżbiarskie trele podatny. Czynią to liczne osoby z pierwszych stron gazet (ludzie sceny chyba wiodą tu prym. Naturalnie nie wszyscy. To zrozumiałe samo przez się), no, ale jeśli oni w to wierzą, to z pewnością w tym coś musi być! Hm…
Niejeden raz słyszałem podczas rozmów, mniej lub bardziej towarzyskich, śmiech podszyty poczuciem wyższości (mądrości?) w stosunku do tych, którzy żyli w czasach Średniowiecza: „He, he! Panie, toż to była ciemnota i zabobon!”. Radziłbym takim szydercom trochę więcej czasu poświęcić obiektywnej lekturze traktującej o tym właśnie okresie, a na dokładkę sam przytoczę cytat, który wpisał się w annały światowej literatury: „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie!”. Przypatrzcie się, jaśnie oświeceni „postępowcy”, całemu dzisiejszemu interesowi wróżbiarsko–ezoteryczno–okultystycznemu! Biorąc pod uwagę postęp techniczny, który w pychę wciska wam podobnym – blado, a może wręcz głupio, wyglądamy na tle ludzi sprzed kilkuset lat! Śmiejcie się więc z siebie, a nie z nich.
Wróżbiarstwo mnie zniesmacza, a ponadto stoi w sprzeczności z wartościami, które wynikają z Ewangelii, a które są mi bliskie i pierwszorzędne. Natomiast dużo szacunku mam dla iluzjonistów (David Coperfield), dla ich pracy, doskonalenia kunsztu, który z czarami ma tyle wspólnego, co ja z ginącymi plemionami indiańskimi. Oni tworzą iluzję, podszytą zabawą. Oglądając ich sztukę (?) odnoszę zawsze wrażenie, że za nią stoi autor i figlarnie „robi” do mnie oko, jakby mówiąc: „To wszystko na niby!”. Pamiętając o tym zachwycam się więc wyciąganiem królika z cylindra, „przenoszeniem” wielkiego boeinga na inne miejsce, „znikaniem” pociągu i tym podobnymi iluzjami. Bo to zabawa! W przypadku zaś uprawiających wróżbiarstwo, widzę miny śmiertelnie poważne i na serio. Nie oczekuję od nich chichotania (zresztą – niczego nie oczekuję), ale wszelkie próby ogłupiania mnie przy pomocy horoskopów i tego typu przepowiedni, zawsze kończyły się klęską… horoskopów.
A wracając do sms–a: przypuśćmy, że przesłałbym go dalej, a za cztery dni nie wydarzyłby się cud, to reklamację komu miałbym wysłać? To zaś, że w ciągu najbliższych czterech lat będą miały miejsce również chwile niezbyt przyjemne, to wiem sam. Do tego nie potrzebny mi żaden jasnowidz. Wystarczy jako takie doświadczenie życiowe.

Augustyn

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt