24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 

Rodzice i nauczyciele

Coraz dobitniej mówi się o kryzysie wychowania młodego pokolenia. Telewizja donosi nam o najnowszych pomysłach zaradzenia tej sytuacji, np. traktowania ocen z wychowania na równi z oceną z przedmiotów. W poszukiwaniu winnych wszyscy wszystkich oskarżają; rodzice nauczycieli, nauczyciele rodziców, wszyscy oskarżają telewizję, obwinia się bezradność policji, zbyt nikłe zaangażowanie kapłanów, bezskuteczność systemów penitencjarnych, m.in. izb dziecka, „poprawczaków” i innych.


Sprawa wychowania młodego pokolenia jest zbyt ważną sprawą, abyśmy przyjmowali ten problem obojętnie. Nie ma jednego skutecznego sposobu wychowania. Każdy człowiek jest niepowtarzalną indywidualnością, dlatego do każdego dziecka należy dostosować niemalże indywidualny program wychowawczy, nie można wychować wszystkich dzieci według jednego schematu. Postaram się przedstawić cyklicznie kilka istotnych teorii na temat wychowania i ich twórców.
Bert Hellinger –najsłynniejszy obecnie na świecie psychoterapeuta. Urodził się 16 grudnia 1925 roku w Leimen koło Heidelbergu jako Anton Hellinger. Jego dzieciństwo i młodość przypadły na czasy nazizmu w Niemczech. „Jeśli chodzi o nazizm, urodziłem się w rodzinie, która tę ideologię odrzucała. To była zasługa matki”. Mając 17 lat znalazł się na liście nazistów jako „wrogi element”. Odmówiono mu świadectwa maturalnego. Wcielenie do armii i wysłanie na front uchroniło go od problemów z gestapo. Dostał się do niewoli i trafił do obozu aliantów w Belgii. W 1945 wrócił do Niemiec. Rok później wstąpił do zakonu misjonarzy z Mariannhill w Würzburgu. Przyjął imię Suitbert (stąd wywodzi się jego obecne imię Bert). Studiował filozofię, teologię i pedagogikę. W 1952 otrzymał święcenia kapłańskie, a rok później wyjechał na misję do Republiki Południowej Afryki. Pracował w szkole w prowincji Kwazulu-Natal i był proboszczem Zulusów. „Wśród uczniów zawsze dobrze się czułem”. Z prowadzonej przez niego misjonarskiej szkoły pochodziło 13 % czarnych studentów. Nauczył się języka Zulusów, poznał ich rytuały i zwyczaje plemienne. W czasie misji po raz pierwszy zetknął się z dynamiką grupową, biorąc udział w ekumenicznych pracach z mniejszościami, prowadzonych przy współudziale kościoła anglikańskiego.
W 1968 roku powrócił do Niemiec. Został przełożonym domu Misjonarzy z Marianhill w Würzburgu. Jednocześnie rosło jego zainteresowanie psychologią. Rozpoczął własną psychoanalizę, prowadził kursy z dynamiki grupowej. Poszukiwał własnej drogi w terapii, przedkładając pracę grupową nad indywidualną. Jego wykształcenie psychoanalityczne zostało potwierdzone przez Monachijskie Stowarzyszenie Psychoanalizy, organizację dopuszczającą do wykonywania praktyki terapeutycznej.
Wyjechał do Ameryki. Interesował się najważniejszymi kierunkami współczesnej psychologii, a także ustawieniami rodzinnymi Virginii Satir. Uczył się u twórców systemowej terapii rodzinnej i dynamiki grup: doktor Mary Selvini Parazzoli oraz u prof. dra Helma Stierlina, szefa wydziału studiów psychoanalitycznych na Uniwersytecie w Heidelbergu. Na początku lat 80-ych osiedlił się w Monachium. W 1996 roku powstało Międzynarodowe Stowarzyszenie Rozwiązań Systemowych według Berta Hellingera.
Od 1993 zaczął publikować, najpierw książki potem także kasety wideo. Obecnie Bert Hellinger mieszka w południowo-wschodniej Bawarii nad granicą niemiecko-austriacką. W 2005 roku odwiedził Polskę. Był m.in. w Sopocie. Jego obecność cieszyła się ogromnym zainteresowaniem psychologów, wychowawców i nauczycieli. Poniżej przytoczę jego wypowiedź na temat niepowodzenia wychowawczego w szkole. Ponieważ jest to dosłowne tłumaczenie z angielskiego, styl wypowiedzi może wydawać się nieco toporny, proszę o wybaczenie. Oto cytat:
„Najpierw są rodzice, a potem dzieci, i dopiero wtedy nauczyciele. To jest porządek. Rodzice powierzają dzieci nauczycielom, a nauczyciele reprezentują rodziców wobec dzieci. Są w stanie to zrobić, jeżeli rodzice mają miejsce w sercu nauczycieli. Każdy nauczyciel, któremu się wydaje, że jest lepszy niż rodzice dziecka, już przegrał. Dziecko kocha swoich rodziców, nie nauczyciela – niezależnie od tego jacy oni są. Dziecko najpierw kocha swoich rodziców. A nauczyciela wtedy, gdy nauczyciel kocha i szanuje jego rodziców.
Często myślimy, że nasza rodzina jest właściwa. I że to, co obowiązuje w naszej rodzinie, jest właściwe dla całego świata. A przecież nasza własna rodzina jest tylko jedną z milionów - i wszystkie one są właściwe, a przecież tak różne. Wszystkie one są właściwym sposobem ludzkiego życia i ludzkiego spełnienia. A nauczyciel musi to umieć uszanować – za każdym razem. Nauczyciel musi częściowo zapomnieć swoje zasady lub wartości i uznać wartości rodziców dzieci, różnych dzieci. To dopiero pozwala mu wnieść swój własny wkład i w służbie rodziców znaleźć zaufanie u dzieci i dzięki temu uzupełnić i wzbogacić pracę rodziców.
Niektórzy rodzice są bezradni, ponieważ nie potrafią uchwycić procesów zachodzących w rodzinie. Gdy nauczyciel z należytym szacunkiem potrafi rodzicom wyjaśnić systemowe związki, wtedy przełamie lody i pozyska ich do współpracy. Podam przykład z trochę innej dziedziny, ale on pokazuje, o co chodzi.
Znam prawniczkę, która prowadziła kiedyś poprawczak, a teraz jest prokuratorem. Stanął przed nią nieletni przestępca. Handlował narkotykami i był narkomanem. Był z matką i był zupełnie zamknięty i niedostępny. Patrzyła na niego przez chwilę i powiedziała: Brakuje ci ojca. Chłopiec natychmiast zmiękł. To było to, ona zobaczyła ten systemowy kontekst.
Tak też jest często u nauczyciela. Gdy powie rodzicom lub dzieciom coś takiego, znajdzie słowo „klucz”, odkryje system, wtedy oni od razu miękną, otwierają się i są gotowi do współpracy.”
Z materiałów szkoleniowych wybrała

Maria Karolak

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt