24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 

Wystawa twórców ludowych w Saint-Ghislain


Kiedy ruszaliśmy wczesnym rankiem z Sierakowic, robiliśmy chyba tylko dobre miny. Każdy z nas myślał z niepokojem o tej podróży. Nie chodziło o trud kilkunastogodzinnej jazdy. Pakowaliśmy podręczny bagaż do wygodnego busa. Dzień nie zapowiadał się zbyt ciepły, a więc dobry na tak długą podróż. Martwiliśmy się o bagaż, który wyjechał do Belgii kilka dni przed nami. Jak kruche gliniane cacka zniosły transport? Czy zabraliśmy wszystko, czego trzeba do przygotowania wystawy? Czy Belgowie będą zainteresowani naszą sztuką ludową? Same wątpliwości.

Do granicy niemieckiej telefonicznie porządkowaliśmy nasze sprawy domowe i wszystko to, co musiało poczekać długie 12 dni do naszego powrotu. Potem z zainteresowaniem patrzyliśmy w okna i na mapę. Szybko przemierzaliśmy Europę dobrymi drogami, mijając prawie niepostrzeżenie kolejne granice. Kiedy zaczęło się ściemniać dojechaliśmy do Saint-Ghislain. Tylko część z nas znała to miasteczko, więc rozglądaliśmy się z wielką ciekawością. Niewysokie domy z czerwonej cegły szczelnie otaczały niewielki rynek z parkingiem. Knajpki i puby czekały oświetlone zachęcająco. Tylko „wieża”- miejsce naszej wystawy, wyglądała tajemniczo i nieprzystępnie. Może w świetle dziennym…

Następnego dnia z bijącymi sercami wchodziliśmy do budynku, w którym mieliśmy przygotować wystawę. Była to wieża starego kościoła, do której dobudowano nowoczesną salę wystawową. Salę dwupoziomową, wykorzystującą podziemia. Kiedy oswoiliśmy się z dość nietypowym obiektem, zabraliśmy się do rozpakowywania. Na szczęście wszystkie rekwizyty bardzo dobrze zniosły transport. Nic się nie zniszczyło. Co prawda przydałoby się jeszcze to i owo, ale… W ruch poszło żelazko, młotek, obcęgi i drabina. Wędrowaliśmy z rzeźbami z miejsca na miejsce, żeby znaleźć optymalne oświetlenie i usytuowanie. Gliniane dzwoneczki zawiesić pod sufitem, czy na ścianie między zdjęciami Sierakowic z lotu ptaka? A gdzie postawić panienkę-manekina w kaszubskim stroju ludowym?

Dopiero po południu ogrodowe fontanny zaszumiały uspakajająco, a kolorowa, haftowana poduszka zachęcała do leniuchowania przy kawie podanej w pięknym, kaszubskim kubku w zaaranżowanym kąciku wypoczynkowym. Koło garncarskie, ceramika Pawła Seli, stało gotowe do pracy. Przygotowania w dolnej sali były zakończone. Brakowało jeszcze tylko stołów do drugiego pomieszczenia, na których moglibyśmy zaprezentować herbaciane serwisy i haftowane obrusy. Narzędzia rzeźbiarza Stanisława Stenki leżały w równych rzędach obok nieskończonej piety. Czekały na mistrza. Po drugiej stronie sali, w kąciku hafciarki Elżbiety Treder, kolorowe nici i płótno też czekały przyszykowane.

Następnego dnia, kiedy robiliśmy ostatnie poprawki, ustawialiśmy kwiaty, rozkładaliśmy materiały promocyjne, trudno nam było ukryć emocje. Do wernisażu otwierającego wystawę zostało kilka godzin. Około 19-tej zaczęli schodzić się pierwsi goście. Byli wśród nich Polacy mieszkający w okolicy, dziennikarze lokalnej prasy i telewizji, miejscowi artyści. Kiedy burmistrz Saint-Ghislain otwierał wystawę i w ciepłych słowach opowiadał o historii współpracy gmin, a potem nas prezentował, było nam miło, czuliśmy się zaszczyceni. Wyraziła to dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Sierakowicach Irena Kulikowska dziękując w imieniu nas wszystkich za zaproszenie Tłoczno było wokół stoisk, gdzie prezentowali swoją pracę nasi artyści. Byli nawet chętni do spróbowania swoich sił w pracy na kole garncarskim. Takie zainteresowanie dowartościowało naszych twórców. Przez następne dni było w galerii trochę spokojniej, więc przygotowaliśmy stoisko, w którym można było kupić wyroby naszych artystów. Oferowaliśmy lalki w kaszubskich strojach, kuchenne fartuszki ozdobione haftem, gliniane naczynia i ozdoby, serwety, płyty zespołu „Sierakowice” Sklepik cieszył się sporym zainteresowaniem.

Prawdziwe oblężenie przeżyliśmy we Wniebowstąpienie. Tego dnia w miasteczku odbywał się wielki festyn, na który przyjechało wielu gości. Tłumy ludzi wędrowały ulicami w poszukiwaniu atrakcji. Nasza ekspozycja przyciągała prezentacją pracy na kole garncarskim przed budynkiem. W ten dzień sprzedaliśmy prawie całą zawartość sklepiku i uzyskaliśmy kilka ciekawych wpisów do księgi pamiątkowej.

Czas szybko mijał. Nasi gospodarze bardzo o nas dbali. Zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc w okolicy i poznaliśmy tylu miłych, życzliwych ludzi. To był pracowity i bardzo owocny pobyt. Mieliśmy okazję przyjrzeć się organizacji dużych imprez i poznać innych twórców. Myślę, że wszyscy będziemy długo wspominać ten wyjazd.

Emilia Reclaf
instruktor regionalista Gminnego Ośrodka Kultury w Sierakowicach

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt