24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 
Duch
Opowiadanie


Gdzieś na przełomie zimy i wiosny po miasteczku rozeszła się wieść, że w budynku urzędu miejskiego straszy. Ducha widział stróż, dwie sekretarki (jedna z nich po tym ciężkim przeżyciu złożyła wypowiedzenie z pracy), główna księgowa, a także referent do spraw zieleni miejskiej. Wszyscy oni zostawali często po godzinach, żeby uporać się z nawałem pracy.
Duch, wedle wszystkich relacji, miał zdecydowanie kobiecą postać. W powłóczystych, białych jak prześcieradło szatach i włosami rudymi jak pożar pojawiał się i znikał w okolicach pokoju obrad.
W związku z ognistym kolorem włosów zjawy co bardziej oświeceni mieszkańcy miasteczka powątpiewali w jej prawdziwość:
- Duchy nie mają rudych włosów – mówili. – On nie jest prawdziwy.
Zasięgnięto nawet w tej sprawie języka u miejscowego proboszcza, ale ten nie chciał wygłosić zdecydowanej opinii.
- Kolor włosów nie przesądza o realności zjawy. W każdym razie nauczanie Kościoła nic o tym nie wspomina – skwitował.
Tak więc duch m ó g ł być prawdziwy. Po tej wypowiedzi (bądź co bądź proboszcz to w tych sprawach autorytet) burmistrz poczuł się nieswojo i od tej pory bardzo dbał, by w gabinecie oprócz niego przebywał zawsze jakiś interesant albo też otwierał na wszelki wypadek szeroko drzwi do pokoju sekretarki, pani Alinki. Niektórzy (złośliwi) podejrzewali ich nawet o romans.
W każdym razie w tym czasie burmistrz schudł i przybladł.
A duch, jak ukazywał się, tak ukazywał. I to już od dwóch tygodni.
Burmistrz, na granicy załamania nerwowego, zwołał nadzwyczajne posiedzenie i z odważną miną przemówił do zebranych:
- Doszły mnie słuchy – zaczął powoli – jakoby w budynku naszego urzędu miano widywać ducha. Doprawdy, takie średniowieczne poglądy nie licują z postawą pracowników poważnej instytucji.
I tu, jak słusznie przypuszczał, odezwały się głosy, że owszem, że widziano ducha, i to nie raz, tylko wiele razy, pomimo że mamy wiek XXI.
- Duchy pewnie nie wiedzą, że w tym wieku postępu cywilizacji i techniki nie wypada się ukazywać - ocenił referent do spraw zieleni miejskiej, który zjawę widział najczęściej, bo aż dziesięć razy.
- Jakie mają państwo pomysły na rozwiązanie tej skomplikowanej kwestii? – spytał burmistrz.
Posypały się różne propozycje:
- Należy często wietrzyć i robić przeciągi, żeby ducha wywiało na zewnątrz – odezwała się pani Jadzia.
- Klin klinem. Trzeba ducha przestraszyć, żeby uciekł i już się nie pokazywał – orzekł stanowczo referent do spraw zieleni miejskiej, któremu z oczywistych przyczyn najbardziej zależało na pozbyciu się widziadła.
Wystraszyć. Tylko jak?
- Może nakrzyczeć na niego? Może gdyby sam burmistrz powagą swojego autorytetu… Burmistrza duch by się na pewno przestraszył – oceniła pani Kasia, której zawsze robiło się trochę słabo na widok szefa.
Burmistrzowi na samą myśl o tym, że miałby stanąć oko w oko ze zjawą, struchlało serce, nie dał jednak tego po sobie poznać i rzekł poirytowany:
- Też coś! Co za niedorzeczność!
- To może – odezwała się pani Irenka – spytać go, czego chce.
Propozycja spotkała się z życzliwym przyjęciem. Nie znalazł się jednak śmiałek, który podjąłby się negocjacji. W związku z tym ustalono, że sprawę załatwi się urzędowo. Na środku głównej ściany holu przyklejono dużą kartkę z wypisanym komputerowo przez panią Alinkę pytaniem: „Jakie są twoje postulaty, Duchu?”
Nazajutrz w tym samym miejscu tkwiła przyklejona na taśmie inna kartka z odręcznym pismem następującej treści: „Żądam, aby do obsadzenia terenów zielonych miasta zakupiono sadzonki w ogrodnictwie pani B.”
- Tylko tyle? – zdziwił się burmistrz. – Załatwione.
Odetchnął z ulgą, odkleił kartkę ze ściany i nagle zdumiało go podobieństwo charakteru pisma. Dwa miesiące temu otrzymał ofertę z ogrodnictwa pani B., miesiąc temu kolejną.
Porównanie trzech kartek, analiza grafologiczna dokonana naprędce przez referenta, panią Alinkę i burmistrza wskazywała niezbicie na jednego autora wszystkich tekstów.
- To dopiero! – sapnął burmistrz. – A więc ten duch to jednak…
- Falsyfikat! – wpadł mu w słowo referent.
- Oszust! – wykrzyknęła pani Alinka.
- Albo oszustka – sprecyzował burmistrz złowieszczym głosem.
I miał rację. Kiedy następnego wieczoru duch wychynął z pokoju obrad, na holu czekał na niego referent i burmistrz. I cóż się okazało? Że był to nikt inny, tylko pani B. otulona prześcieradłem, przypudrowana mąką ziemniaczaną, w ognistej peruce na głowie.
- Pani B.! No, wie pani! – wyjąkał burmistrz z bezgranicznym zdumieniem i dezaprobatą. –Co to za maskarada?
- Pomyślałam – powiedziała pani B. skruszonym głosem – że gdy ucieknę się do argumentów metafizycznych, moja oferta zostanie wreszcie rozpatrzona. Pozytywnie.

Jan K.

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt