24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 
Pomnik zasłużonego mieszkańca
Opowiadanie


Nie wiadomo, kto pierwszy wpadł na ten pomysł. W każdym razie w miasteczku to z jednej, to z drugiej strony odzywały się głosy o niezwłocznej potrzebie postawienia pomnika zasłużonemu mieszkańcowi. Miasteczko bowiem nie mogło poszczycić się ani jedną statuą upamiętniającą ważną dla niej postać. Gdy naciski mieszkańców stały się bardziej natarczywe, burmistrz zadecydował o zwołaniu nadzwyczajnego zebrania.
Zainteresowani stawili się w liczbie dwudziestu czterech.
- Drodzy państwo – zaczął burmistrz – zebraliśmy się tu, aby wspólnie zastanowić się nad potrzebą posadowienia w naszej miejscowości pomnika zasłużonego człowieka.
- Potrzeba taka jest – odezwał się stanowczo znany miejscowy biznesmen. – Nie ma się nad czym zastanawiać. Przejdźmy do następnego punktu.
- Otóż – ciągnął niezrażony tym ekspresowym tempem burmistrz – trzeba podjąć decyzję, kogo ów pomnik ma upamiętniać. Jak wiadomo, w naszym miasteczku w latach przedwojennych żył poeta Y., a także znany społecznik Z. Zgłaszam te dwie kandydatury i pozostawiam pod państwa osąd.
Ledwo zamilkł, ktoś na sali kwaśno zauważył, że burmistrz popiera interesy rodzinne, bowiem zarówno Y., jak Z. to jego krewniacy. Podniosły się głosy, że w miasteczku żyli inni nie mniej zasłużeni dla niego obywatele, jak dziadek naczelnika poczty – weteran wojenny, stryj aptekarza – słynny podróżnik, wuj lekarza – redaktor gazety, kuzyn sekretarki – dyrektor szkoły, ciotka rzeźbiarza - malarka, dziad biznesmena – także biznesmen itd., itd.
Burmistrz musiał wydać polecenie sekretarce, pani Alince, sporządzenia listy zasłużonych osób, których historia jeszcze nie zapomniała. Na sali powstał tumult, bo okazało się, że na jednego zgromadzonego przypada jedna propozycja (nie licząc dwóch wysuniętych przez burmistrza).
- Proszę państwa! Nie dojdziemy do kompromisu wobec tak przytłaczającej liczby kandydatów. Wobec tego pozostaje nam zrezygnować z budowy pomnika – ocenił burmistrz.
Na sali rozszedł się pomruk niezadowolenia.
- Nie mogę pozwolić, aby mój czas tu spędzony poszedł na marne – zbuntował się biznesmen. – Czas to pieniądz. Pomnik być musi, nie ma odwrotu.
- A może by tak – wtrąciła nieśmiało pani Malwina, dyrektor szkoły – postawić pomnik żyjącej osobie zasłużonej dla miasta? Tutaj nie mamy tak wielu kandydatów – spuściła skromnie oczy i chrząknęła znacząco.
Na twarzach wielu zgromadzonych odmalował się wyraz zainteresowania. W ślad za panią Malwiną zaczęli znacząco chrząkać i skromnie spuszczać oczy.
- To dobry pomysł – poparł biznesmen. – Jestem gotów sfinansować inicjatywę. Chciałbym, aby była to płaskorzeźba i aby ujęła mój lewy profil. Z lewego profilu wyglądam lepiej.
- Jak to?! A dlaczego pan?! – oburzył się naczelnik poczty. – No, wie pan! Co za bezczelność!
- A co? A może pan by się widział na tym cokole? – spytał z przekąsem aptekarz.
- A dlaczego nie? Wyobraża pan sobie miasto bez poczty?!
No, i zaczęło się. Pomnika domagał się nie tyko biznesmen i naczelnik poczty, ale także lekarz (zdrowie ogółu), policjant (bezpieczeństwo), strażak (wiadomo), znana hafciarka (regionalizm!), nauczyciel (kaganek oświaty!), pani Janeczka sprzątająca kościół („Kościół jest wizytówką miasteczka. Pokaż mi swój kościół, a powiem ci, kim jesteś” – perorowała), listonosz (gdyby nie on, mieszkańcy i urzędnicy pozostaliby bez korespondencji; w klimacie ogólnej dezinformacji mogłoby dojść – zawiesił znacząco głos - nawet do rebelii).
Znowu naliczono ponad dwadzieścia kandydatur. Burmistrz nie śmiał zgłosić swojej, chociaż w duchu nie miał żadnej wątpliwości, że byłaby najlepsza. Od głosu wstrzymał się też rzeźbiarz, choć jego rola w miasteczku wydawała mu się nie do przecenienia. Cóż wart byłby świat bez rzeźb!
Wydawało się, ze zaistniały konflikt jest gorszy od poprzedniego.
- Proszę państwa! Wobec naszej niejednomyślności zmuszeni jesteśmy odstąpić od zamiaru budowy pomnika – podsumował burmistrz.
- A może by tak – odezwał się rzeźbiarz – postawić pomnik z postacią ledwo scharakteryzowaną… Takie Uniwersalne Przedstawienie Zasłużonego Mieszkańca?
Pomysł przypadł do gustu zebranym. Pani Malwina żądała jeszcze określenia, czy nie będzie on zawierał elementów dyskryminujących płeć żeńską, np. zarost, typowo męski kapelusz czy garnitur. Ustalono, że powinno to być popiersie, bez wyraźnie zaznaczonych rysów twarzy i bez nakrycia głowy.
Nie trzeba było długo czekać i na środku głównego placu miasteczka stanął cokół, a na nim popiersie.
Długo by wymieniać wszystkich ukontentowanych. Ich liczba była wielka. Dość wspomnieć o biznesmenie, który przejeżdżając obok z zadowoleniem mrużył oczy, bo dostrzegał wyraźne podobieństwo do siebie.
Pani Malwina, przechodząc mimo z siatkami pełnymi zakupów, z trudem powstrzymywała się, by wesoło nie nucić. (A jednak doceniono ją! Ten profil, ten błysk w oku postaci! To ona!).
Burmistrz cieszył się, bo rzeźbiarz poznał się na rzeczy – uwiecznił gospodarza miasta! Rzeźba nie miała, co prawda, zarostu, ale gdyby burmistrz zgolił brodę, podobieństwo byłoby uderzające!
Organista Lucek bez żadnej wątpliwości widział w pomniku siebie i doceniał trafny wybór artysty. Wszak organista jest w miasteczku najważniejszy. Kościół bez organów jest jak … ciało bez duszy.
A rzeźbiarz patrząc na swoje dzieło, gratulował sobie w duchu doskonałego uchwycenia podobieństwa do własnej osoby.


Jan K.

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt