24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 

Rzuciłem palenie!


Droga Redakcjo!
Autorka artykułu „Lepiej nie zaczynać niż rzucić palenie” zamieszczonego w listopadowym numerze Wiadomości Sierakowickich zachęca osoby, którym udało się zerwać z okropnym nałogiem nikotynowym, do dzielenia się swoim życiowym sukcesem.

Twierdzę, że zerwanie z paleniem tytoniu jest rzeczywiście życiowym sukcesem, z którego dzisiaj jestem dumny. Piszę ten list ku przestrodze młodych ludzi, którzy zaczynają popalać w ukryciu i są święcie przekonani, że uda im się rzucić palenie w każdej chwili, kiedy tylko zechcą. Ja myślałem dokładnie tak samo. Zaczęło się od szpanowania dorosłości i naśladowania mojego ojca, który był dla mnie wzorcem męskości.

Zacząłem palić papierosy mając 17 lat. Czułem się już dojrzałym mężczyzną i tak traktowali mnie rodzice. Byłem najstarszym synem, z którego ojciec był bardzo dumny, więc zaakceptował moje palenie, a nawet częstował mnie papierosami, bo sam był palaczem. Stałem się w ten sposób już nie tylko dzieckiem ale bardziej równorzędnym partnerem ojca, co niesamowicie mi imponowało. Przyznaję, że czułem się dumny mogąc palić, chociaż tak naprawdę to wciągany dym tytoniowy wcale mi nie smakował; bardziej imponowała mi poza palacza.

Po wojnie była taka bieda, że nie było za co kupić papierosów, ale ja byłem już nałogowcem i nie mogłem żyć bez papierosów. Na szczęście miałem kolegę Litwina, który uprawiał tytoń w ogródku, umiał go suszyć i przyrządzać do palenia. I tak, przy jego wsparciu i życzliwości, pogłębiał się mój nałóg.
Gdy założyłem własną rodzinę często próbowałem wyrwać się ze szpon nałogu, lecz bezskutecznie - nawyk był silniejszy niż moja wola. Momentem przełomowym w moim życiu była chwila, gdy lekarze stwierdzili u mojego ojca raka wargi spowodowanego wieloletnim paleniem tytoniu. Wyrok śmierci na ojca był bezpośrednią przyczyną i najważniejszym argumentem w zerwaniu przeze mnie z nałogiem palenia. Drugim argumentem w uwolnieniu się od nałogu było poczucie odpowiedzialności za rodzinę. Byłem ojcem czterech synów i córki. Chciałem, aby oni nie palili, więc czułem, że muszę być dla nich wzorem. Pamiętam, że definitywnie rzuciłem palenie, gdy najstarszy syn poszedł do siódmej klasy szkoły podstawowej.
Wówczas wystarczyło mi mocne postanowienie, lecz wcale nie było mi łatwo. Przez najbliższe trzy miesiące ręka bezwiednie i odruchowo sama kierowała się do kieszeni, w której trzymałem paczkę z papierosami. Po posiłkach, a zwłaszcza po obiedzie, przez okres około pięciu lat, miałem ochotę „sztachnąć” się. W tym czasie pracowałem w budownictwie jako malarz, wśród ludzi, którzy palili dużo i często. Oni nie zrozumieliby mojej decyzji zerwania z paleniem. Gdy częstowali mnie papierosem, stosowałem wymówkę, że przed chwilą co wypaliłem i dziękuję.
Wyzwolenie się z tego nałogu było trudnym etapem mojego życia, ale poczytuję to sobie za życiowy sukces, z którego jestem dymny. Nie palę już ponad 35 lat. Dumny jestem również z mojej rodziny, w której nikt nie pali papierosów – ani dzieci i ich małżonkowie, ani dwanaścioro moich wnuków. Odkąd rzuciłem ten straszny nałóg, nie wziąłem papierosa nawet do ręki.

Niestety, z przykrością przyznaję, że palenie odbiło się niekorzystnie na moim zdrowiu. Często chorowałem na zapalenie dróg oddechowych i astmę. Poniosłem znaczne straty finansowe, gdyż przepaliłem co najmniej połowę kosztów nowej syrenki, na którą oszczędzałem. Czy to było potrzebne?

Dumny ze swojego osiągnięcia
Franciszek Syldatk zam. Stara Huta

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt