24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 

Ojcostwo – różne perspektywy


Miałam przyjemność uczestniczyć w inauguracji kampanii społecznej pt. BYĆ OJCEM. Kampanię rozpoczęto konferencją zatytułowaną „Ojcostwo – różne perspektywy”. Konferencja odbyła się 2 grudnia br. w teatrze Wybrzeże, przy pełnym komplecie słuchaczy z różnych środowisk. Organizatorzy zadbali o niezwykle uroczystą i doniosłą oprawę. Otwarcia dokonał prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, wykładowcami były wybitne osobowości znane w kraju i na świecie, m.in. psychoanalityk Wojciech Hańbowski, doktor teologii ks. Jacek Nawrot – współautor „Szkoły św. Józefa”, Tomasz Burek – antropolog i historyk, Marek Kamiński – polarnik i podróżnik, prof. Henryk Machela – dziekan Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego. Między wystąpieniami naukowymi słuchaczom czas umilał kwartet smyczkowy z Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej w Gdańsku.
Konferencja dała odpowiedzi na wiele problemów nurtujących współczesnych. Widzimy odważnie rozwijający się ruch feministyczny, kobiety decydujące się samodzielnie wychowywać dzieci, manifestujące swoją obecność ruchy gejowskie i lesbijskie. Widać coraz więcej patologii, zboczeń i wypaczeń, co próbuje się przedstawić jako normalność. To oczywiście nie jest normalne i wymaga stanowczej dezaprobaty. Pozwolę sobie przytoczyć kilka cennych myśli z konferencji, które rzucą światło na niezwykle ważną rolę ojca w rodzinie i w procesie wychowania dziecka.
Czy mężczyzna w ogóle jest jeszcze potrzebny, skoro kobiety nauczyły się wielu męskich zadań, np. prowadzić samochód, samodzielnie kierować domem, prowadzić konto w banku, płacić rachunki, zarabiać pieniądze? Gdy kobiety manifestują swoją samodzielność, mężczyźni wycofują się z życia rodzinnego, coraz bardziej sfrustrowani i niepewni. Trzeba przypominać, że mężczyzna nie jest tym samym co kobieta i że ma swoją własną przyczynę istnienia. Jedni i drudzy potrzebują odnowienia własnego obrazu i umocnienia się we własnej tożsamości.
Życiową misją mężczyzny jest zostać ojcem i być dobrym ojcem i w tym zadaniu nie zastąpi go najbardziej samodzielna kobieta.
Wobec mężczyzn istnieją konkretne oczekiwania. Dlaczego tak wielu mężczyzn boi się odpowiedzialności za innych i czuje lęk przed powołaniem do ojcostwa? Wydaje się, że bierze się to z pomijania pewnego porządku, a mianowicie: najpierw jest się synem, a potem ojcem. Jeżeli mężczyzna dobrze nie przeżyje swego synostwa, nie będzie wiedział jak być ojcem. I odwrotnie – ten kto ma dobrze ukształtowaną tożsamość synowską, będzie wiedział jak stawać się ojcem.
Mężczyzna bez przeszłości jest jak drzewo bez korzeni: nie ma oparcia, i nie wie kim jest. Chłopiec może wychować się i dorosnąć bez obecności ojca, ale nie może bez tej obecności ukształtować swojej tożsamości. Ktoś musi nauczyć go, co to znaczy być mężczyzną. I nie może tego zrobić kobieta. Czy jedynym rozwiązaniem jest obecność ojca biologicznego? Nie koniecznie. Tą inicjacyjną rolę ojca z powodzeniem może spełnić także inny mężczyzna, jednak obecny na tyle blisko, że chłopiec zaczerpnie od niego właściwy wzór. Kluczowym zagadnieniem jest ukształtowanie w chłopcu obrazu ojca.
Kiedy człowiek przychodzi na świat, jest dzieckiem. Dzieckiem po prostu się jest. Tego się nie wybiera. Dziecko może zostać przez najbliższych uznane i kochane lub odrzucone i znienawidzone. Dziecko nie ma na to żadnego wpływu. Inaczej jednak ma się sprawa z byciem synem; wtedy bowiem coś się zmienia. Dziecko staje się synem przez wybór tego, do kogo chce być podobne. Chłopiec w pewnym momencie sam wybierze obraz, na wzór którego chce się stawać. Często będzie to wybór, który ukształtuje go na całe życie. Jeżeli chłopiec nie dokona wyboru, na zawsze pozostanie dzieckiem. Należy więc podkreślać znaczenie tego momentu wyboru i wezwać wszystkich do czujności, by unikać oszustwa ze strony wielu fałszywych obrazów, jakie świat próbuje narzucić współczesnemu człowiekowi. Stajemy się tym, na co patrzymy.
Zachodzi na tym etapie rozwoju skomplikowany proces psychiczny, którego nie sposób wyjaśnić w takim artykule. Przeanalizujmy sytuację syna wychowywanego przez samotną matkę. Jeżeli ojciec zmarł, to sprawa jest prosta i jednoznaczna. Jeżeli kobieta z własnego wyboru wychowuje sama syna, on nie ma wzoru ojca, w którego mógłby się zapatrzeć, którego mógłby naśladować, nie wytworzy się w nim obraz ojca, chłopiec nie dokona wyboru ojca, a tym samym na zawsze pozostanie dzieckiem. Jako dojrzały mężczyzna nie będzie wiedział, jak być ojcem, jaka jest rola ojca w rodzinie.
Czyż taka niepełna rodzina nie jest doskonałym klimatem do rozmnażania się gejów, do tworzenia sfrustrowanych osobników, którzy nie są pewni, czy więcej w nich mężczyzny, czy kobiety, którzy zapatrzeni w swoją mamusię będą się malować, przebierać w damskie fatałaszki, fascynować kobiecością? Wszak stajemy się tym, na co patrzymy.
Chłopiec wychowywany bez ojca, bardzo pragnie ojca. Nieustannie próbuje wypatrzyć tego mężczyznę, który będzie dla niego obrazem ojca, kogo będzie mógł naśladować. Jeżeli na jego drodze życiowej stanie ktoś o skłonnościach homoseksualnych, z aparycją gejowską – chłopiec stanie się tym, na co patrzy. Dlatego nie powinno się dawać dzieci w takie środowiska, nie powinno się pozwolić na adopcję dzieci przez te środowiska i nie powinno się propagować kultury gejowskiej. Zatem słuszne jest zabranianie gejom manifestowania swoich upodobań, swojej kultury. Troskliwi rodzice, którzy chcą mieć zdrowe psychicznie i moralnie dzieci powinni je bardziej niż przed dżumą i cholerą, strzec przed kontaktem z tym środowiskiem, przed zapatrzeniem się w gejów. W tej sytuacji nie może być tolerancji.
Rolą ojca jest nauczyć dziecko chodzić na własnych nogach. Nauka dojrzałości nie jest możliwa bez wypuszczenia z dłoni ręki dziecka. Jeżeli w rodzinie nie ma ojca, a matka z natury swojej wykazuje nadmierną opiekuńczość, dziecko nigdy nie nauczy się samodzielności. Wyrośnie z niego taki osiemdziesięcioletni bobas, potrzebujący kobiety jako matki, bojący się podejmowania decyzji, maminsynek niedojrzały do przyjęcia roli ojca. Zostanie tym, na co przez swoją młodość patrzył.
Dziecko dorasta do tego, aby stać się synem. Syn dorasta do tego, aby stać się mężczyzną i mężem. Mąż dorasta do tego by stać się ojcem. Taka jest droga przeznaczona dla każdego mężczyzny. To jest ważna prawda o mężczyźnie. Kto tego nie rozumie, zawsze będzie kulał. Będzie borykał się z ojcowską odpowiedzialnością, ale nie będzie wiedział, dlaczego ciągle brakuje mu siły i wizji, dlaczego sypie się jego rodzina. Kto zaś dobrze przepracuje rozumem i przeżyje sercem swoje synostwo, ten będzie wiedział jak być ojcem i skąd czerpać do tego siłę, jak być wzorem dla swojego syna.
Za kilka dni Święta Bożego Narodzenia. Stańmy przy żłóbku, zapatrzmy się w Świętą Rodzinę. Zastanówmy się, dlaczego Bóg został Ojcem, co cechuje Dobrego Ojca. Dlaczego Bóg swojemu Synowi dał mężczyznę –św. Józefa – na drogę życia? Dlaczego Matka Boska, jako oblubienica Boga, nie wychowywała Syna sama?
Życzę naszym rodzinom, miotanym wieloma trudnościami i przeciwnościami, wojującym feministkom, manifestującym gejom, małżonkom planującym rozwody i młodym ludziom planującym założenie swojej rodziny, aby podążyli za gwiazdą betlejemską do ubogiej stajenki. Zapatrzcie się w Świętą Rodzinę, tzn. w rodzinę normalną, i uświadomcie sobie porządek tego świata, że rodzina to mężczyzna, kobieta i dzieci. Każdy inny model rodziny nie pochodzi od Boga, każdy inny model – to patologia, wypaczenie, nienormalność. Wpatrzeni w Świętą Rodzinę zaczerpnijmy sił z tego obrazu, zakodujmy go w swoich sercach i umysłach – a staniemy się tym, na co patrzymy – staniemy się świętymi rodzinami!
Maria Karolak

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt