24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 

W sprawie pobytu abpa Karola Wojtyływ Gowidlinie

Dopiero rok po napisaniu list franciszkanina Zbigniewa Joskowskiego dotarł do redakcji. Opisane w nim ustalenia wydają się arcyważne dla historii naszej lokalnej społeczności, dlatego pozwalamy sobie przytoczyć go niemal w całości.
Drogi panie Tadeuszu Kobiela, wójcie gminy Sierakowice
i księże Leszku Knut, proboszczu parafii Niep. Pocz. NMP w Gowidlinie!
Pragnę w formie oficjalnego listu podzielić się wielkim odkryciem, jakiego dokonałem w czasie ostatnich czterech miesięcy (od lipca do października). Sprawa dotyczy pobytu w Sierakowicach i Gowidlinie naszego wielkiego rodaka Karola Wojtyły, arcybiskupa metropolity krakowskiego, który miał miejsce 20 lipca 1964 r. Mimo że przywódca tzw. „Rodzinki” Karola Wojtyły – Wujka, inżynier Jerzy Ciesielski nie był w Gowidlinie, ale brał udział w organizowaniu i wyborze trasy kajakowego spływu rzeką Słupią, pragnę dołączyć go do tych, którzy w jakiś sposób przyczynili się do tego, że abp Karol Wojtyła przejeżdżał przez drogi gminy Sierakowice, by dotrzeć do Sulęczyna i dołączyć do swej „Rodzinki” na jeziorem Węgorzyno.
Od tamtej chwili minęło już czterdzieści lat. W ciągu tego okresu dokonały się wielkie i niesamowite rzeczy w życiu obu wspomnianych postaci. O Karolu Wojtyle nie trzeba pisać, natomiast inż. Jerzy Ciesielski, który zmarł 9 października 1970 r. w Chartumie, jest dzisiaj kandydatem na ołtarze. Jego proces beatyfikacyjny wszczęty w archidiecezji krakowskiej przez kardynała Franciszka Macharskiego miał swoją inaugurację dnia 31 grudnia 1985 r. w kaplicy Arcybiskupiej w Krakowie, gdzie odbyła się pierwsza sesja uroczystego otwarcia procesu.
Wracając do sedna sprawy wyjaśnię okoliczności pobytu Ojca Świętego w Gowidlinie. W miesiącu lipcu w ramach letnich wakacji postanowiłem przemierzyć teren parafii gowidlińskiej i odwiedzić licznych jej mieszkańców w celu zebrania materiałów i dokumentów oraz przekazów ustnych, aby wykorzystać je do powstającej monografii wsi parafii gowidlińskiej. Podczas spotkania z przewielebnym ks. Leszkiem Piotrem Knutem, proboszczem parafii gowidlińskiej, dowiedziałem się o tym, iż ówczesny biskup krakowski Karol Wojtyła brał udział w spływie kajakowym rzeką Słupią. Podniecony tą ogólnikową informacją, postanowiłem zająć się zbadaniem domniemanego rozpoczęcia owego spływu od jeziora gowidlińskiego, a tym samym od wsi Gowidlino w gminie Sierakowice.
Napisałem więc do Watykanu, do abpa Stanisława Dziwisza, który pełni funkcję osobistego sekretarza Ojca Świętego, by spróbował dowiedzieć się od Jego Świątobliwości, czy był we wspomnianej wsi. Po kilku dniach otrzymałem odpowiedź e–mailem, następnie drogą telefoniczną, iż papież jednoznacznie potwierdza swój pobyt w Gowidlinie w 1964 roku.
Oficjalnym pismem wystosowałem prośbę do abpa Dziwisza o pisemne potwierdzenie tego faktu ze strony Ojca Świętego. To się nie udało ze względu na zły stan zdrowia Namiestnika Chrystusowego. Ale biskup Stanisław przedstawił mi adresy uczestników owego spływu, których wymienił mu Papież podczas osobistej rozmowy.
Więc zwróciłem się do wdowy po słudze Bożym Jerzym Ciesielskim – Danuty. Ona, będąc już w bardzo podeszłym wieku, nie pamięta szczegółów tamtych wydarzeń (nazw miejscowości, nazwisk, dat) i odesłała mnie do innych towarzyszy owej wyprawy, z których zdołało dożyć do dnia dzisiejszego zaledwie trzech. Są to: mgr Zofia Bucholc, dr Ewa Wisłocka oraz prof. Andrzej Zieliński.
Przeanalizowałem również treść książki Gabrieli Czarnik „Z Karolem Wojtyłą na szlaku Słupii”, wydanej w 2004 r. przez Urząd Miejski w Słupsku, z okazji odsłonięcia obelisku, upamiętniającego spływ kajakowy rzeką Słupią i pobyt w „grodzie” Słupsku „Wujka”. Z treści wynika, że ów spływ rozpoczęty był od jeziora Węgorzyno 20 lipca. Autorka wspomina ogólnikowo, iż „Rodzinka” wraz z Karolem Wojtyłą pragnęła rozpocząć ten spływ od jeziora Gowidlińskiego. Na podstawie decyzji, którą wyraził ich przywódca, Jerzy Ciesielski, spływ został rozpoczęty od jeziora Węgorzyno. Przyczyną zmiany trasy były liczne przeszkody i trudności w przemierzeniu lustra jeziora gowidlińskiego, wynikające ze specyficznego ukształtowania dna akwenu.
Po konsultacji z w/w osobami i próbie odtworzenia minionych wydarzeń dowiedziałem się, że 15–osobowa grupa, na czele z Jerzym Ciesielskim przybyła koleją do Bytowa nad ranem, dnia 20 lipca. Po wysiadce na stacji kolejowej, postarała się o transport kajaków i bagażu. Po załadowaniu na samochód kajaków i bagażu, grupa udała się wozem do Sulęczyna, by rozpocząć swój spływ. Na miejsce dotarli o świcie.
Jako że biskup Wojtyła duszpasterzował tajnej grupie pod pseudonimem „Wujek”, odprawiał Msze św. w lasach lub zaroślach, gdzie nikt nie mógł wyśledzić tych praktyk. Powodem była obawa przed donosem, lub szpiegostwem funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Zatem w Gowidlinie abp Karol nie odprawił Mszy św., mimo ze tam na pewno był. Uczynił to dopiero w odpowiednim miejscu, nieopodal jeziora Wegorzyno, a więc jeszcze tego samego dnia, 20 lipca. Kiedy kontaktowałem się z żyjącymi uczestnikami owego spływu, którzy są już w podeszłym wieku, stwierdzili jednoznacznie, że spływu nie zaczynali w Gowidlinie, lecz od jeziora Węgorzyno. Nawet nie byłoby to możliwe ze względu na to, iż kajakowicze krakowscy jechali koleją do Bytowa. Kilku z nich potwierdza to jednoznacznie. Jedynie pani Zofia Bucholc pamiętała stację Kartuzy, a potem transport wozem – furmanką na miejsce wodowania. Domniemywam, że kolejną stacją było Somonino, Kościerzyna, a na końcu Bytów, gdzie wysiedli w nocy, by o świcie rozpocząć przygotowania do wypływu.
Kiedy otrzymałem książkę wspomnianej Gabrieli Czarnik, postanowiłem skontaktować się z jej mężem, ponieważ okazało się, że autorka już nie żyje. Po rozmowie z mężem autorki, Andrzejem Czarnik, dowiedziałem się, że ma w posiadaniu wszelkie materiały dotyczące spływu Słupią Karola Wojtyły, ale są one zastrzeżone tylko do jego użytku. Więc po wyjaśnieniu moich intencji zdobycia szerszej wiedzy na interesujący mnie temat, powiedział, że krakowska „Rodzinka” nie przechodziła przez Gowidlino. Zmartwiłem się tym, ponieważ otrzymałem zapewnienie od Ojca Świętego za pośrednictwem Jego współpracowników, a tutaj pojawiła się przerażająca przeszkoda w rzetelnym wyjaśnieniu sprawy. Wobec piętrzących się trudności w zdobyciu wiarygodnych informacji na interesujący nas temat, potwierdzeniem niech będzie zapewnienie samego Ojca Świętego, który w moim przekonaniu nie zechciałby wprowadzić nas w błąd.
Dodam, że uczestnicy owego spływu z obawy przed kontrolą UB nie prowadzili nawet prywatnych notatek z tego wydarzenia. Dzisiaj pamiętają jedynie początek spływu i jego kontynuację. Wielu z nich zmarło. Dzisiaj żyją jedynie cztery osoby (spośród 15), nie licząc Ojca Świętego. Wobec czego nie można się dziwić, ze trudno zdobyć rzetelną wiedzę na ten temat, tym bardziej, że minęło od tamtej chwili prawie pół wieku. Żyjący jeszcze uczestnicy, już starsze osoby, nie mają w pamięci żadnych nazw miejscowości, przez które przechodzili.
Ale kres mojej porażki w wyjaśnianiu sprawy położył jeden z uczestników spływu – prof. Andrzej Zieliński. Zasypywany moimi licznymi pytaniami, powodowanymi moją dociekliwością, wyjaśnił, że Karol Wojtyła nigdy z „Rodzinką” nie jechał pociągiem. Na pewno na ten spływ nie dotarł wspólnie z grupą kajakowiczów. Ów uczestnik spływu powiedział, że abp Karol zawsze dojeżdżał na miejsce samochodem. Miał swojego kierowcę, który Go zawoził. Trzeba dopowiedzieć, że Wojtyła był od kilku miesięcy arcybiskupem metropolitą krakowskim. To, że grupa jechała na spływ pociągiem, a ich Duszpasterz innym środkiem lokomocji i to niezależnie, dawało pewne zabezpieczenie przed „wpadką” w ręce Urzędu Bezpieczeństwa.
Powodowany roztropnością, by nie tworzyć „niezręcznego mitu”, który mógłby zostać przypisany osobie Ojca Świętego, postanowiłem ponownie skontaktować się ze Stolicą Apostolską drogą telefoniczną. Zatem stanowcze zapewnienie Papieża, iż był w Sierakowicach i Gowidlinie odnosi się do tego, że przejeżdżał przez te wsie, a w Gowidlinie zatrzymał się na moment, by popatrzeć na „jezioro z wyspą”, żeby w konsekwencji dołączyć do swojej „Rodzinki”. Potwierdzenie to uzyskałem ponownie właśnie dzisiaj, z ust samego Ojca Świętego. Tę rozmowę z Namiestnikiem Chrystusa uważam za wielką łaskę i przypisuję to wstawiennictwu Sług Bożych: Jerzego Ciesielskiego i bpa Konstantyna Dominika. Jestem przekonany, iż nie jest przypadkiem, ze szkoła w Gowidlinie nosi imię naszego Największego Rodaka. Wobec czego oświadczam, że w/w informacje są rzetelne. Sumując całość, formułuję wniosek o następującej treści: Arcybiskup Metropolita Krakowski – Karol Józef Wojtyła, dnia 20 lipca 1964 roku, przejeżdżał przez Sierakowice i Gowidlino, by dołączyć do grupy kajakowej, spływającej w dniach 20-31 lipca 1964 roku rzeką Słupia, od wód jeziora Węgorzyno, koło Sulęczyna.
Zaświadczam, że zdobyte przeze mnie informacje są rzetelne. Tak sfinalizowane „śledztwo” uważam za zakończone i tą wspaniałą informację powierzam władzom Gminy Sierakowice i ks. proboszczowi Leszkowi Knutowi, by zechcieli upamiętnić ten fakt w sposób materialny i duchowo–modlitewny. Dodaję, że podczas piętrzących się trudności w ustaleniu faktów prosiłem usilnie Boga za wstawiennictwem Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego – przyjaciela Ojca Świętego, by pomógł mi w rzetelnym ustaleniu faktów, związanych z domniemanym pobytem Karola Wojtyły na naszej sierakowickiej ziemi. Chrystus wysłuchał moich próśb, bym w rocznicę wyboru Karola Wojtyły na Jego Wikariusza i zastępcę na ziemi, mógł cieszyć się z długotrwałego trudu i wysiłku, jaki włożyłem w tą ważną dla nas wszystkich sprawę. Deo gratias!
Br. Zbigniew Joskowski
OFMConv

Gdynia, 16 października 2004

We wspomnienie św. Jadwigi oraz XXVI rocznicę wyboru kardynała Karola Wojtyły na Następcę św. Piotra

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt