24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 

Don Kichot na wygnaniu…


„…Intyyymnieee… Intyyymnieee… Ja tooobie i ty mnieee… Intymnieee …” – Rynkowski „rozlewa” się intymnie we wnętrzu samochodu, ja zaś wpadam w nastrój błogostanu. Piosenka, a szczególnie refren, wycisza mnie dosyć skutecznie, co po prawie całym dniu galopady jest mi potrzebne, jak zimą dobrze ocieplona buda wymarzniętemu psu. Tego typu muzyka faktycznie łagodzi obyczaje, czego nie można powiedzieć o dobywającym się z niejednego pojazdu psychodelirycznym „łup!!! łup!!! łup!!! łup!!!”. Ich kierowcy wyglądają na nieco zamroczonych owym kilkuset watowym „łupaniem”(czyli niekoniecznie mądrze), a ono samo kojarzy mi się z dźwiękiem towarzyszącym trzepaniu dywanu. I to przez DOPROWADZONĄ DO FURII GOSPODYNIĘ!!! A tam – niech sobie trzepią te dywany. Dzięki Rynkowskiemu jest mi dobrze tu i teraz. Nawet wlokące się przede mną samochody nie są w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Nie są. Nadal nie są... Jeszcze nie są... W momencie gdy piosenkarz Ryszard skończył swoją „intymną” opowieść, dogoniłem autobus, który kołysał się z boku na bok ostrzegając tym samym, że lepiej trzymać się jego tyłu, niż wyprzedzać. Tym bardziej, że szosa była tej szerokości, iż dwaj mijający się na niej grubi rowerzyści niechybnie raczej by się nie minęli. Przestraszony bujaniem pozostałem z tyłu. Prędkość, jaką rozwijaliśmy, mógłby także osiągnąć dobrze wygimnastykowany ślimak. Naładowany jednak pozytywnie cierpliwie to znosiłem. Ostatecznie to autobus. Z pasażerami! Ci, siedzący na ostatnich fotelach, przypominali korki rzucone na wodę. Dzięki bujaniu i drogowym dziurom jednocześnie wykonywali te same ruchy: hop, hop, hop – do góry i na dół, potem w leeeewoooo, następnie w praaaaawooo… Dwoje z nich jednak wyraźnie wyłamywało się z tej wspólnotowej „gimnastyki” jakoś tak lgnąc do siebie w gestach, które wszem i wobec miały obwieścić, iż między nimi kwitnie właśnie miłość. Całowali się na całego! Ich wiek zaś wskazywał, że oboje większą część dnia spędzają jeszcze w szkolnej ławce… Poczułem się intruzem! Intruzem mimo woli!!! Zacząłem szukać jakiegoś punktu zaczepienia dla oczu. Jest! Tablica rejestracyjna!!! Znudziła się. Rura wydechowa!!! Cuchnąca. A ci nadal swoje …

Prawdę mówiąc niejednokrotnie znajdowałem się w takiej lub podobnej sytuacji, gdy to ona i on, porwani przez wichry namiętności, czynili ze mnie świadka owych wichrów. A że zazwyczaj nie było możliwości natychmiastowego czmychnięcia od takiej pary, zażenowanie „wgniatało mnie w ziemię”. Udawałem więc, że właśnie niezmiernie zainteresowały mnie nagle rysy na biurku, a to na „placek” rozjechany kot, a to znowu dziura w suficie … Wszystko, byle tylko zostawić dwoje delikwentów płci obojga im samym! Są bowiem w naszym życiu takie sfery prywatności, którym osoby trzecie nie mają prawa przyglądać się, ale których także nie można eksponować na wystawie, czyli okazywać publice, która może akurat sobie tego nie życzy, bo inaczej będzie się czuła po prostu … głupio i niezręcznie! Są to tereny intymności, które jeszcze jakiś czas temu były „zaminowane” niepisaną zasadą głoszącą , że „pewnych rzeczy się nie robi” publicznie! Niektóre bowiem działania mogą innych zniesmaczyć, zażenować, wprawić w zakłopotanie! Tereny te zostały ostatnimi czasy niestety „rozminowane” przez knajackie reality show, których bohaterowie (nie w znaczeniu „bohaterscy”) zaszczepili w społeczeństwie przekonanie, iż podglądacko – ekshibicjonistyczne zachowania należą jak najbardziej do tych normalnych! Nie wyłączając (a raczej koniecznie włączając!) relacji damsko – męskich. Tym samym zamordowano (!) romantyczny aspekt tych ostatnich, który niegdyś nierozłącznie związany był ze zjawiskiem pt. miłość.

Szalony Don Kichot ze swoją mniej lub bardziej wyimaginowaną, ale niewątpliwie romantyczną miłością do Dulcynei, uchodziłby pewnie dzisiaj za półgłówka i nieżyciowego matoła stawiając czoła zjawiskom nie mieszczącym się w jego wyidealizowanym świecie. Gdybyś dzisiaj żył, rycerzu z Manchy, pewnie zagoniłbyś na śmierć swoją chudą chabetę walcząc z grabarzami tego, co w potocznym odczuciu mieści się w pojęciu romantycznych uniesień. Współczesnymi wiatrakami, Przyjacielu, są media, które z tego, co żywiłeś do Dulcynei, zrobiły zwulgaryzowany towar na sprzedaż. I są tacy, którzy go kupują! W ten sposób kreują swój świat na wzór tego medialnego: świat pełen gestów i deklaracji uczuciowych, ale przeważnie… krótkodystansowych! Są naturalnie wyjątki, może nie tak rzadkie, jak mi się wydaje. I pewnie ze względu na nie dobrze byłoby, abyś częściej o sobie przypominał, co przyda się też uczuciowym ekshibicjonistom. Bo w gruncie rzeczy prawdopodobnie i oni tęsknią za smakiem romantyzmu, który jednak wymagał od płci męskiej m.in. bycia charmant, od żeńskiej zaś szanowania siebie, przynajmniej wtedy, gdy na horyzoncie znajdowały się osoby postronne.

Tymczasem dominują zachowania diametralnie odmienne, wywlekające na wierzch to, co zakryte być powinno. Zakryte, tzn. owiane aurą tajemnicy i niedopowiedzenia. Ale jest nieco inaczej... I może dlatego ludzie szybko się sobą nudzą, co prowadzi do równie szybkiej „wymiany na lepszy model” (piosenka z tymi właśnie słowami jest jedynie potwierdzeniem faktu „śmierci” romantyzmu, sama zaś jest denna do kwadratu, bo sprowadza człowieka do poziomu starego samochodu wymagającego wymiany! Fuj!!!).

Miałem już dość „migdalącej się” pary. Szosa wąska czy szeroka – pa pa! Wyprzedziłem autobus unosząc ze sobą resztki wiary w to, iż gdzieś na świecie krążą jeszcze duchowi spadkobiercy Chudego Rycerza, którzy walczą z wiatrakami bezpruderyjności i technokracji. I nawet jeśli w tej walce polegną, będzie to jednak „agonia” nonkonformistycznych romantyków, bez których Ziemia byłaby… A to już sam sobie dopowiedz Szanowny Czytelniku.
Augustyn

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt