24 marca 2017 , Imieniny: Gabrieli, Marka, Seweryna
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 2 z dnia 2017-02-01
 






 

Tuchlińskie przedstawienie


Już nie pierwszy, ale chyba trzeci raz mieliśmy sposobność oglądać sympatycznych i zdolnych uczniów z Tuchlina, którzy razem ze swoim proboszczem, księdzem Jarosławem Dunajskim, bawią się w teatr. Ale jest to zabawa wymagająca niemałego wysiłku, bo tylko poprzedzone wysiłkiem i pracą działania dają w rezultacie takie widowisko, które chce się oglądać. Jeszcze zanim artyści z Tuchlina dotarli do Sierakowic, poprzedzała ich sława, że przygotowane tym razem przedstawienie według sztuki Moliera Mieszczanin szlachcicem jest bardzo dobre i w zestawieniu z innymi szkolnymi teatrami zostało nagrodzone najwyższą nagrodą. Rzeczywiście, ten kto nie wystraszył się siarczystego mrozu i wybrał się do sali remizy w niedzielę 22 stycznia – nie żałował.
Opiekujący się amatorską grupą młodzieży z Tuchlina ksiądz-reżyser ma, oprócz innych talentów, wyobraźnię teatralną. Potrafił niełatwą i pod względem językowym, i strukturalnym sztukę przystosować od możliwości uczniów i odbiorców – była to zgrabna, lekka i pouczająca historyjka, ośmieszająca ludzkie przywary. Żadnych dłużyzn, zgrabne operowanie światłem i muzyką jako przerywnikami poszczególnych scen, eksponowanie sytuacji najzabawniejszych, żeby widownia się śmiała. A kostiumy głównych postaci zrobione z nawiązaniem do epoki i mocny akcent choreograficzny w zupełnie współczesnym stylu – dały naprawdę dobry efekt.
Wśród podziękowań, które na koniec składał różnym osobom i instytucjom ksiądz Dunajski, pojawiła się również sugestia, żeby z tuchlińskich działań wzięli przykład wychowawcy innych szkół. Pomyślałam, że przecież nie tak dawno parateatralne poczynania były obecne w wielu szkołach; z tego co słyszę nadal bawią się w teatr uczniowie z Puzdrowa i Załakowa, tylko zabrakło okazji, żeby pokazali się sierakowickiej publiczności. Onegdajsza formuła przeglądów kolędniczych dawała takie możliwości, więc może organizatorzy kultury wynajdą jakąś okazję, żeby pokazać w Sierakowicach i innych uczniów.
Słyszę również, że niełatwo dzisiejszych młodych zmobilizować do takiej zabawy w teatr, która się w ciężką pracę czasami musi zamienić. Mówią, że księdzu łatwiej, bo jego stan cieszy się większym autorytetem, mówią, że nauczyciel nie może skłaniać do takiego wysiłku, być tak mocno wymagającym, bo mu po prostu odmówią. Może tak. Jednak odnoszę wrażenie, że to są domysły nie sprawdzone. Trzeba by najpierw ustalić, ile tygodni, dni i godzin spędził na próbach z uczniami tuchlińskimi ich duszpasterz i znaleźć nauczyciela, który daje od siebie tyle samo. Wiem, że jeszcze są tacy nauczyciele. A uczniowie się cieszą, gdy dorosły nie żałuje im swego czasu. Również co mądrzejsi rodzice będą się cieszyli, że jego dziecko godzinami szlifuje jakiś starodawny ukłon, czy wymowę nieużywanych potocznie wyrażeń.
Z radością stwierdziłam, że nasza skromna i zupełnie nie odpowiadająca potrzebom takich widowisk sala strażnicy sierakowickiej, była prawie wypełniona. Jeżeli prawdą jest, że mieści się w niej 200 osób, to cztery piąte tej liczby z pewnością przyszły na przedstawienie. To bardzo dobry znak. Organizatorzy, czyli nasz GOK, powinni tylko ustalić, co się przyczyniło do tak licznej obecności widzów. Przecież nie zawsze jest tak dobrze, a nie ma większej przykrości dla organizatorów, jak pusta widownia.
M. Dyczewska

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt